Pani tak jak ja wczoraj

– Pani tak jak ja wczoraj! – zaczepia mnie staruszka; tym razem mnie, prawdziwą Paulinę, nie twór literacki. Idę zieloną uliczką na pocztę, pcham wózek z Teresą, frasuję się, ile policzy mechanik za zabrany rano samochód. A jeszcze do urzędu i przychodni trzeba jechać, truskawek kupić na dżemy, tańsze już nie będą. Na poczcie pewnie kolejka… Ile wytrzyma Teresa? Aż się gorąco robi od samonamnażających się list sprawunków.

Starsza pani specjalnie przechodzi przez ulicę, żeby mnie zagadnąć.

– Pani tak jak ja wczoraj! – Wskazuje na moją przygrubą kurtkę, którą to wdziewam, to rozpinam, to przewieszam przez rączkę wózka. – Wczoraj zimno było, ubrałam się ciepło, a to tak raz przygrzewało, raz odpuszczało i chłodem wionęło.

Wcale to nie jest staruszka, starsza pani raczej, sweter w róże i spodnie w kant.

– Wczoraj był zimny wiatr – potwierdzam i ucieszam ją. Już jesteśmy w komitywie, przeszłyśmy przez to samo, zmienność pogody, zasadzkę wiatru. Biblijne panny roztropne w za ciepłych kurtkach.

I zaraz myślę, że to zdanie, które mi niosła przez ulicę jak sztandar, to jest zdanie o wszystkim. Jakieś „wczoraj” temu ona też pchała wózek z jakąś Teresą, robiła dżemy, słała listy, biegała w jakichś sprawunkach. Jakieś „jutro” ja też włożę sweter w róże i zaprasuję spodnie w kant, na przekór memu pomarszczonemu ciału.

Pani tak jak ja jutro. Ciąg życia. Nieuchronna zmienność pogody.

Paulina

 

 

Reklamy