I had a dream

Zacznę jak Martin Luther King: miałam sen*.

W tym śnie biuro, jakich wiele. Sekretariaty, biurka, wykładziny, ciągi pokoi i korytarzy. Ludzie.

Grupa sympatycznie wyglądających urzędników ogląda i porównuje karty z kolorowymi projektami. Jeden z nich wygra, cieszą się, przyjacielsko szturchają, dogadują i żartują.

W głównym holu oprawca szykuje kobietę do tortur. Będą straszliwe i krwawe, z całym arsenałem przyprawiających o drżenie narzędzi.

Urzędnicy idą na lunch. Oprawca na chwilę chowa kobietę i łoże tortur, prawdopodobnie w jednej z licznych niewinnych białych szaf. Na jasnej wykładzinie widać ślady po kropelkach krwi. Starte, lecz uporczywe.

Potem akcja przenosi się na wojnę. Oprawca ma wstrząsającą maszynę z wielką siłą wyrzucającą naokoło gwoździe i inne drobne, ciężkie, ostre, metalowe elementy. Następnie przyprowadza torturowaną kobietę, którą zaraz zmieli w tej piekielnej maszynie na gładką krwistą masę.

Budzę się porażona i nie wiem, co myśleć.

A potem wiem.

Jestem  ś m i e r t e l n i e   z m ę c z o n a.

Na szczęście to już ostatnia prosta, Kochana Podświadomości. Urlop z Jeżem zaczynamy już POJUTRZE.

Czego i Wam, Mili Czytelnicy, życzymy.

 

Płatkowska

 

* Wiem, wiem. Luter miał raczej marzenie niż sen. No i marzył o czymś innym niż urlop.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s