Pisarz, niedotykalski pieniacz

Wszyscy wiedzą, że pisarze to dziwacy. Może więc nie ryzykuję aż tak wiele, prezentując się dziś w złym świetle niedotykalskiego pieniacza.

Oto sytuacja ledwie sprzed godziny. Idę sobie z córkami na ryneczek. Ryneczek latem uwielbiam – te wonie, te kolory, te handlarskie przekomarzanki… Nastrój mam więc jak najlepszy. Zawsze też ulegam wrażeniu, że będzie tanio – lecz około szóstej torby okazuje się, że tanio nie będzie, bo czereśnie w tym roku nie obrodziły, truskawki wciąż trzymają cenę, młoda łagodna cebula jest droższa od starej jadowitej itd. Gdzieś w połowie zakupów muszę podejść z dziećmi do bankomatu.

Połowa miesiąca… Na rozliczenie tantiem trzeba jeszcze poczekać, za książkę kulinarną, nad którą pracowałam w zeszłym miesiącu, zapłacą mi w październiku – od razu tak zastrzegli. Kalkuluję w myślach, ile mogę wypłacić.

Nagle podchodzi do mnie fachowo brudna rumuńska żebraczka z równie fachowo umorusanym dzieckiem. Wszczynają zwyczajowe zawodzenie. Wytrzymuję.

Potem jednak zaczynają obłapiać.

Nie lubię być obłapiana. I nie lubię być umorusana. Spokojnie mówię więc dziecku, by odeszło i łagodnie – podkreślam, łagodnie – zdejmuję z siebie jego ręce i odsuwam.

Rumunka podnosi larum. We mnie w mig strzela fajerwerk gniewu.

– Nie życzę sobie i mam do tego prawo – mówię i to by wystarczyło. Ale pochodnia już płonie i nie daje tak łatwo się zgasić.

– Czego pani uczy to dziecko?!? Proszę się rozejrzeć wokół, wszyscy tu pracują, nikt nie żebrze!!! Dlaczego pani ma dostawać, a wszyscy inni zarabiają?!?

Starsza córka ciągnie mnie za rękaw.

– Wystarczy, mamo. Wystarczy, już jej powiedziałaś. Chodźmy.

Niestety Rumunka wchodzi w dyskusję, która podpala moją pochodnię dalej.

Jestem zła. Zepsuła mi humor. I jeszcze ten spektakl przy dzieciach.

Córka podlewa mnie kolejną porcją wody.

– To jest jej życie, a to twoje mamo. Obie macie prawo żyć tak jak chcecie.

Jakaś racja w tym jest, ale nie jestem całkiem przekonana. Miła pani z Ukrainy, która sprzedaje truskawki tuż koło bankomatu – schludna, uprzejma, siląca się na polszczyznę. Podobnie smagły Rosjanin z zegarkami. Oraz wszyscy handlujący wszędzie wokół. Oraz ubożuchne emerytki, co dyskretnie sprawdzają, czy mogą sobie jeszcze pozwolić na ciastko. Last but not least w tym wszystkim ja. Wykształcona, doświadczona, pracowita – i ciągle wyliczająca, na co w tym miesiącu mogę się szarpnąć, a na co nie. Porównująca ceny w sklepach z internetowymi. Polująca na okazje. Włączona w różne obiegi wymiany dziecięcych ubranek, butów i sprzętów z innymi mamami. Wszystko po to, by żyć uczciwie, a zarazem móc sobie czasem pozwolić na coś ekstra.

Córka na pewno ma rację – mamy z Rumunką inne życia. Może miałyśmy inne starty, inny potencjał. Ale czy można się tym tłumaczyć w nieskończoność? Czy jednak w którymś momencie życia należy wziąć za nie odpowiedzialność?

A może to faktycznie kwestia wyboru, który należy uszanować. W takim przypadku do listy moich przywar dopiszmy jeszcze: nietolerancyjna.

 

Płatkowska

 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pisarz, niedotykalski pieniacz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s