Ginąca umiejętność krytyki

Dziś – o krytyce. Nikt jej nie lubi przyjmować. Wielu (ja!) ma niemały kłopot z jej wyrażaniem. Problem sprawia także dobór właściwego „aparatu krytycznego”, czyli oręża, które zamierzamy wytoczyć na… właśnie! Nie: na wroga. Na bliźniego. Gdybyśmy pamiętali, że ten poddany naszej krytyce człowiek po drugiej stronie biurka/mejla/słuchawki telefonu to nie wróg a bliźni, to może też uświadamialibyśmy sobie także, że często wystarczy go nieco subordynować, a nie z miejsca oskarżać i wytykać paluchem.

Ale zanika nie tylko owa stosowność, delikatność, właściwa miara u krytykującego. Zanika przede wszystkim – może wraz z etosem rzetelnej pracy, uczciwości, sumienności? – umiejętność przyjmowania krytyki w sposób godny, spokojny, ze wniesieniem się ponad oczywiste uczucie przykrości i zmuszenie się do namysłu, czy aby nie jest ona słuszna. Bardzo nielicznych stać na tę postawę. Krytyka przyjmowana jest bezrefleksyjnie jako atak, na który trzeba odpowiedzieć kontratakiem. Nie konstruktywnym poszukaniem rozwiązania, nie wyjaśnieniem swego punktu widzenia lub motywacji, tylko agresywnym „a u was biją murzynów” – żeby tylko oddalić zarzuty od siebie, przenieść uwagę krytykanta na cokolwiek innego.

Oczywiście nie każdy może pozwolić sobie na luksus widowiskowej wściekłości. Relacje szef – podwładny czy klient – telemarketer zawsze pozostaną w określonej względem siebie zależności. I tu jednak łatwiej pójść drogą na skróty i zamiast zastanowić się, czy zarzuty były zasadne – dać sobie upust ciężkim słowem, wylać gniew na czepialskiego szefa czy frustrację na głupiego klienta gdzieś poza ich zasięgiem. I znów bezrefleksyjnie. Znów oddalając zarzuty od siebie.

A przecież aby dyskusja rozwijała się prawidłowo i prowadziła do określonych wniosków, trzeba wieść ją świadomie i uważnie, z poszanowaniem rozmówcy. Podobnie ze współpracą. I wreszcie – podobnie z krytyką! Ona jest we wzajemnych relacjach potrzebna. Odpowiednio przyjęta, pomoże nam coś w sobie polepszyć.

Spróbujmy w formie ćwiczenia umysłowego pomyśleć o krytykujących jak o walecznych bojownikach o jakieś LEPIEJ. Bardzo rozmaite „lepiej”:

Ktoś zwraca uwagę właścicielowi psa, by ten po nim posprzątał.

Ktoś zwraca komuś uwagę, by nie śmiecił.

Ktoś zwraca komuś uwagę, by wywiązał się z obowiązków.

Ci czepialscy nie twierdzą, że sami są ideałami bez wad – ale na czymś im ZALEŻY. Pragną czystego trawnika, dobrze wychowanego młodego pokolenia, harmonijnie układającej się współpracy.

Czy to źle?…

A teraz ćwiczenie praktyczne. Obiecajmy sobie, że następnym razem, gdy dostaniemy od kogoś porcję krytyki, namyślmy się, czy nie ma w niej racji. Wytężmy się odrobinę i spójrzmy na siebie oczyma owego czepialskiego. A potem – spokojnie i rzeczowo – się do niej ustosunkujmy. Wyłączając emocje.

Może świat znów stanie się o małą cząstkę lepszy.

 

Płatkowska

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s