O spełnionych marzeniach, które nie są laurami do spoczywania

 

Rozmawiam z chrzestnym synem. Wspaniale mieć chrzestnego syna, zwłaszcza kiedy się wciąż jeszcze nie ma własnego.

– Co słychać? – zagajam na zachętę.

– A wiesz? Czuję się szczęśliwy i spełniony.

– I jak ci z tym jest?

– Ekstra! Ciągle się cieszę! Tak dobrze mi się żyje! Poodpuszczałem sobie denerwowanie się na to, na co nie mam wpływu i zrobiło mi się lżej.

– Moja krew! – orzekam z zadowoleniem. – Ja też jestem szczęśliwa i spełniona.

Zeszły rok dał mi trzy ważne wydarzenia. Napisałam z Agnieszką książkę. Urodziłam z mężem córkę. Kupiliśmy DOM i zamieszkaliśmy w nim. I wiesz? Jak ja umiem się tym cieszyć!… Nowym postępem niemowlaka. Nowym czytelnikiem na fanpage’u. Nową rośliną w ogrodzie. I to wcale nie jest kwestia novum – bo gdy z ziemi wychynęła pięćdziesiąta roślina, a niemowlak danego dnia nie zrobił żadnego milowego kroku, przyjaciółka i facet wciąż ci sami – moja radość wcale nie maleje. Cieszę się wtedy ze szpaleru roślin, i z tego że Tycia zdrowo się chowa, i uśmiecha najpiękniej na świecie. Że mam fajnych, żywych bliskich. Jak jest deszcz, to się cieszę, że nie trzeba będzie wieczorem podlewać. Jak nie ma deszczu – to się cieszę, bo podlewanie jest fajne (jakaż moc sprawcza! Jakimś się jest dobrym panem, napajając całą tę zieleń!).

­– Ty jesteś dla mnie wańka-wstańka. Życie cię kładzie, a ty niezmiennie wstajesz, za każdym razem!

– No bo co tak leżeć? Ja nie mam czasu na leżenie…

– Wiesz, są tacy, co mówią, że lepiej mieć do czego dążyć, niż już to mieć, bo jak dążysz, to się rozwijasz, masz motywację, idziesz do przodu, uczysz się…

– Ja nie lubię dążyć. Lubię mieć pospełniane!

– Ja też!

– Zresztą jedno nie wyklucza drugiego. Można być szczęśliwym i dalej się rozwijać.

– Właśnie. I jeszcze promieniować na innych. Zarażać.

– O, to to.

Pogloryfikowaliśmy sobie jeszcze (szczerze!) więzi rodzinne, życie, pracę i podróże, i zakończyliśmy, pozostając radzi, że tak zgodnie pławimy się w swych szczęściach.

 

Relacjonuję rozmowę mężowi. On też się uważa za szczęśliwego i umie cieszyć: dziećmi, domem, deszczem, lasem. Jest jednak wyznawcą dążenia.

– Ja nie jestem spełniony. Ja jeszcze chciałbym wiele osiągnąć. – I choć jest sobotni ranek, dopija kawę, robi sobie kanapki i idzie popracować.

Aktywista. Taki model człowieka szczęśliwego w działaniu. Też bardzo pięknie.

Paulina

Reklamy

2 uwagi do wpisu “O spełnionych marzeniach, które nie są laurami do spoczywania

  1. A ja mam chyba mentalność Ani Shirley: wszystko jest dobrze i wspaniale, i jestem szczęśliwa, ale gdzieś we mnie zawsze czai się ciekawość, co jest za kolejnym zakrętem. Nie to, żebym biegła z jakąś niecierpliwością, ale zawsze lubiłam spacerować 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s